Szybki kontakt

795 047 067 Masz pytania? zadzwoń

Artykuły

             

Tragiczne emocje
 
Czternastoletnia Ania, córka Jana i Ewy, tej nocy miała spać u koleżanki, jednak postanowiła zrobić rodzicom niespodziankę i wróciła do domu. Czekając na ich powrót, chciała po prostu zażartować sobie z ojca i schowała się do szafy. Kiedy rodzice wrócili do domu, usłyszeli dziwny szelest dobiegający z pokoju na górze. Jan postanowił sprawdzić, kto to. Wcześniej jednak sięgnął po broń z obawy przed intruzem. Wszedł na górę. Było ciemno, mięśnie zesztywniały mu ze strachu, a w gardle zaschło. Wreszcie Jan otworzył drzwi, a w tym samym momencie Anna wyskoczyła z ukrycia z okrzykiem "buu!". Jana ogarnął przenikliwy strach i padł strzał...
Ta tragiczna historia pokazuje nam, jak bardzo emocje mogą wpłynąć na nasze decyzje.
Czy emocje naprawdę mogą nam zaszkodzić? Odpowiedź brzmi: "TAK".
Emocje towarzyszą nam bowiem przez całe życie i czasem powodują, że podejmujemy irracjonalne decyzje, czasem nawet przypłacając życiem.
 
                                    Dysonans poznawczy, palić czy umierać ?

W 1957 roku Leon Festinger, jeden z najważniejszych teoretyków psychologii społecznej i członek zespołu badawczego, ogłosił teorię dysonansu poznawczego, która opisywała to, jak ludzie racjonalizują swoje postępowanie. Z dysonansem ludzie mają do czynienia wówczas gdy osoba żywi jednocześnie dwa sprzeczne przekonania, idee czy poglądy. Na przykład przekonanie, że określonego dnia nastąpi koniec świata jest niezgodne ze świadomością, że oto nadszedł kolejny ranek, a świat wcale się nie skończył. Ten stan niezgodności - zdaniem Festingera - wywołuje dyskomfort, który sprawia, że ludzie próbują redukować konflikt w możliwie najprostszy sposób. Zmieniają jedno lub oba przekonania tak, aby lepiej do siebie pasowały. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy zagrożona jest samoocena konkretnej osoby. Jednostki gotowe są wówczas posunąć się daleko w autosugestii oraz zniekształcaniu i zaprzeczaniu rzeczywistości, po to, by usprawiedliwić swoje przeszłe postępowanie. Gdy dawne zachowanie zagraża naszej samoocenie, wykazujemy silną skłonność do racjonalizacji. Fakt, że jesteśmy osobami racjonalizującymi, ma duży wpływ na to, jak odbieramy i jak reagujemy. Rozważmy przykładowo, co się dzieje, gdy osoba paląca, staje wobec dowodów, że palenie powoduje raka: pojawia się wówczas motywacja, by zmienić albo swój stosunek do palenia, albo zachowanie. Każdy, kto próbował rzucić palenie, wie, że łatwiejsze jest pierwsze rozwiązanie. Można uznać, że badania na temat szkodliwości palenia są nic nie warte. Może wskazać na swoich przyjaciół: „Skoro inni palą, papierosy nie mogą być aż tak szkodliwe". Może dojść do wniosku, że filtr papierosowy zatrzymuje wszystkie substancje rakotwórcze, albo spróbować przerzucić się na papierosy o niskiej zawartości nikotyny i substancji smolistych. Można też stwierdzić, że woli się krótkie i szczęśliwe życie palacza od długiego i lichego życia bez papierosów. Im większe zaangażowanie osoby w określone postępowanie, tym większy opór stawiać będzie informacjom, które temu postępowaniu zagrażają. Psychologowie twierdzą, że osoby najbardziej nieufnie odnoszące się do informacji o szkodliwości palenia to te, które bez powodzenia próbowały je rzucić. Co ciekawe, osoby takie jeszcze bardziej zaangażowały się w palenie.

Redukując dysonans, konkretna osoba broni swojego ja i zachowuje pozytywny obraz samej siebie. Bywa jednak, że samousprawiedliwianie osiąga absurdalną postać. Chcąc uniknąć dysonansu, ludzie lekceważą niebezpieczeństwo, nawet wówczas, gdy ignorancja może spowodować śmierć ich samych oraz ich najbliższych. Nie ma w tym żadnej przesady.
Redukcja dysonansu może prowadzić nie tylko do prób unikania nieprzyjemnych informacji, tak jak w wypadku palacza. Jest ona ponadro częścią codziennego życia. Wykorzystują ją np. propagandziści, zastawiając na nas coś, co nazywamy pułapką racjonalizacji. Najpierw propagandysta umyślnie rozbudza w nas poczucie dysonansu, które zagraża naszej samoocenie (np. sprawiając, że osoba czuje się czemuś winna, wzbudzając w niej uczucie wstydu bądź poczucie niższości, sprawiając, że osoba staje się w oczach innych hipokrytą lub kimś, kto nie dotrzymuje słowa). Następnie propagandysta proponuje rozwiązanie, pewnego rodzaju sposób redukcji dysonansu, wymagający akceptacji tego, co sam ma na myśli. Sposobem na redukcję poczucia winy, pozbycie się wstydu, dotrzymanie zobowiązania i przywrócenie dobrego samopoczucia może być np.: pieniężna ofiara na określony cel dobroczynny, kupno jakiegoś samochodu, rozbudzenie w sobie nienawiści do jakiegoś wroga lub oddanie głosu na konkretnego przywódcę. Nawet teraz, czytając ten tekst wielu z was doświadcza dysonansu... 

                                                 Definicje NLP

„Wydaje dziwny głośny dźwięk, coś jak połączenie trąbki i syreny fabrycznej".
"Jest ogromny jak ciężarówka!".
„Może wciągać wodę przez swój długi, giętki nos, a nawet podnosić nim przedmioty".
„Może biec z prędkością nawet do 25 km na godzinę".
„Z obu stron wystają mu dwa grube białe kły".
„Waży jakieś cztery tony".
„Jest szary i pomarszczony".


Opisanie słonia tak, by osoba, która go nie widziała, mogła bez problemu wyobrazić sobie, jak on wygląda, jak się zachowuje i jakie wydaje dźwięki, jest nie lada wyzwaniem. Powyżej znajdują się opisy tegoż zwierzęcia, ale czytając każdy z z nich z osobna, nie będziemy w stanie sobie go wyobrazić całościowo.
Tak samo jest z NLP, które jest wielowymiarowe. Jednak na tym etapie wystarczy przedstawić namiastkę tego, czym jest owa nauka. Oto niektóre definicje i opisy zebrane na przestrzeni lat: „Nauka o tym, jak mózg koduje uczenie się i doświadczenia", „Proces, który analizuje doskonałość ludzkiego zachowania w taki sposób, że modelowanie tego zachowania umożliwia jego powielenie przez niemal każdego",„Studium struktury subiektywnego doświadczenia", „Model komunikacji, który skupia się na identyfikowaniu i użyciu wzorców myślenia, wpływających na zachowanie danej osoby jako sposobie poprawy jakości i wydajności jej życia", „Nastawienie i metodologia, które generują mnóstwo technik", „Model gromadzenia, przechowywania i przywoływania informacji", „Rewolucyjne podejście do ludzkiej komunikacji i rozwoju", „Różnica, która czyni różnicę",
„Technologia modelowania, której przedmiotem badań jest zbiór różnic, sprawiających, że w tej samej dziedzinie geniusze osiągają inne wyniki niż osoby przeciętne",
„System służący opisywaniu, restrukturyzacji i transformacji kognitywnego postrzegania świata", „Zbiór procedur, których miarą wartości jest ich przydatność, a nie prawdziwość", „Strategia służąca odkrywaniu i wykorzystywaniu wzorców istniejących w świecie".

 „Instrukcja obsługi mózgu".
Zrozumieć NLP

 
NLP jest to: nauka, proces, studium, model, zbiór procedur, instrukcja obsługi, system, podejście, strategia, technologia. Z początku więc trudno uchwycić sedno NLP i pojąć, czym ono jest. Brak standardowych definicji oznacza, że każdy może wymyślić swoją, dlatego też - jak widać - są one bardzo różne.
Kiedy próbowałeś zapoznać się z wyżej wymienionymi opisami słonia, być może już wówczas zorientowałeś się, że powyższy przykład przytoczono po to, aby przybliżyć złożoność koncepcji NLP.
Co kryje się za literami N, L i P?
Najprościej byłoby powiedzieć, że NLP to rodzaj psychologii stosowanej. To wyjaśnienie nie wyczerpuje jednak definicji, ale dla większości ludzi jest wskazówką, jak w prosty sposób można osiągnąć cele i być spełnionym w życiu osobistym i zawodowym.
Problemem NLP może być także specjalistyczna natura jego nazwy. Chociaż jest coraz bardziej znana, to istnieją wciąż osoby, które, nie zetknąwszy się wcześniej z tym pojęciem, pytają: "cóż to takiego?" Wielu wolałoby zapewne, by nazwa była bardziej chwytliwa, prosta i - dla tych, którzy utrzymują się z NLP - bardziej atrakcyjna. Jednak sformułowanie „neurolingwistyczne programowanie" trafnie opisuje istotę tego pojęcia. Spróbujmy zatem wyjaśnić, co znaczą poszczególne słowa.

Neuro
Cząstka „neuro"odnosi się - jak wskazuje nazwa - do neurologii. Oznacza to, że informacje uzyskane przez nasze zmysły są przetwarzane przez mózg i system nerwowy.
Lingwistyczne
Słowo lingwistyczne" odwołuje się do systemów języka - nie tylko słów, ale również symboli, włącznie z gestami i postawami. Systemy te są wykorzystywane do: kodowania, organizowania i przypisywania znaczeń naszym wewnętrznym reprezentacjom świata oraz do wewnętrznej i zewnętrznej komunikacji.
Programowanie
Hasło „programowanie" zaczerpnięto z obszaru informatyki, zakładając, że przechowywanie, kodowanie i przetwarzanie doświadczeń przebiega w podobny sposób jak w oprogramowaniu komputera. Poprzez usuwanie, aktualizowanie czy instalowanie naszego mentalnego oprogramowania możemy zmienić sposoby myślenia i działania.

Z powyższych słów uzyskujemy nazwę: Neurolingwistyczne Programowanie. Kryją się pod nią procesy, za pomocą których, poprzez język i neurologię, tworzymy wewnętrzną reprezentację - czyli doświadczenie - zewnętrznego świata.

Musimy pamiętać, że świat odbieramyświat za pomocą pięciu zmysłów. Przez cały czas dociera do nas tak wiele informacji, że, świadomie lub nie, usuwamy te najmniej ważne. Pozostałe zaś filtrujemy przez pryzmat doświadczeń, wartości oraz przekonań. To, co ostatecznie zostaje, jest niekompletne i nieścisłe, ponieważ część oryginalnych informacji została usunięta, a reszta - uogólniona lub zniekształcona. Przefiltrowane informacje tworzą osobistą wewnętrzną mapę, która wpływa na fizjologię i stan emocjonalny. A to determinuje nasze zachowanie.

                                    Pierwsze wrażenie, percepcja...?

W chwili, kiedy jedna osoba dostrzega drugą, wiele dzieje się w nieświadomości. Świadomych rezultatów tego procesu często doświadczamy natychmiast i nie mamy pojęcia, jakie są ich prawdziwe uwarunkowania. Przyjrzyj się tym myślom: „To pierwotny instynkt. Nie wiem dlaczego, ale jej nie lubię", „Jest w nim coś takiego, co mnie wkurza. Nie wiem, co to jest, ale zawsze to czuję", „Intuicja podpowiada mi, że on nie ma racji". Czy jakiekolwiek z nich wydają Ci się znajome?
Ludziom przychodzą do głowy takie myśli i mają oni takie poczucie, kiedy docierają do nich sprzeczne sygnały od osób, które poznają, kiedy pojawia się wewnętrzny konflikt pomiędzy komunikatem niewerbalnym a sygnałami werbalnymi. Smutne jest to, że ludzie naprawdę wierzą, że mają dobry instynkt i że powinni ufać swojej intuicji. Dlaczego jest to smutne? Ponieważ kiedy do kogoś docierają mieszane komunikaty, osoba ta zwykle mówi „nie", bo „coś tu nie gra".
Kiedy widzisz kogoś nowego, w ciągu pierwszych czterech sekund tego spotkania (lub samego zobaczenia kogoś!) mózg na poziomie nieświadomym przetwarza ogromną ilość informacji. Nigdy się nie dowiesz, jakie procesy w nim zachodzą.

Czy chciałbyś uzyskać choć najmniejsze pojęcie o tym, co dzieje się w tej półtorakilogramowej maszynie za twoimi oczami?
Kiedy po raz pierwszy kogoś poznajesz, w Twoim mózgu zostają pobudzone miliony neuronów. Mózg natychmiast się rozbudza i próbuje od razu przypisać tę osobę do określonej kategorii: Jaka jest? Czy to dobrze? Czy jest atrakcyjna? Co jest w niej wyjątkowego? Co jest w niej znajomego?. Wszystko to odbywa się bez udziału nawet jednej świadomej myśli z Twojej strony. Tak właśnie działa mózg. Gdybyś miał świadomie przeanalizować wszystkie informacje na temat każdej nowo poznanej osoby, Twoja świadomość byłaby tak zajęta, że absolutnie nie miałbyś czasu, aby myśleć o czymkolwiek innym oprócz tego, jak ta osoba wygląda. W rzeczywistości nieświadomy umysł od razu zabiera się do pracy: ocenia, osądza i, koniec końców, przylepia komuś etykietkę zwycięzcy lub przegranego mniej więcej w ciągu czterech sekund.

Nierzadko cały ten proces przebiega w jeszcze krótszym czasie. Zdarza się też, że zabiera trochę więcej czasu, ale z tych kilku pierwszych chwil wynika niezwykle silna reakcja na „tak" lub „nie". Jest to reakcja na tę konkretną osobę i nie ma nic wspólnego z: religią, jaką wyznaje, partią polityczną, do której przynależy, czy też produktem lub usługą, którą oferuje. To po prostu „tak" lub „nie".
Kiedy po raz pierwszy kogoś widzimy, natychmiast klasyfikujemy i przypisujemy tę osobę do jednej z wielu różnych kategorii. Jednym ze sposobów kategoryzowania jest to, czy - według oceny mózgu - dana osoba ma wysoki czy niski status w określonej grupie. To ważne, ponieważ ludzi (jak też ogólnie zwierzęta) bardziej przyciągają potężni osobnicy o wyższej pozycji w danej grupie. Innym, natychmiastowym filtrem klasyfikującym jest to, czy nasz mózg oceni tę osobę jako atrakcyjną lub nieatrakcyjną. Mózg również zwraca uwagę na to, czy obserwowany człowiek dba o swój wygląd, czy nie.

W ciągu tych pierwszych kilku sekund nieświadomość jednak nie tylko przetwarza informacje. Zwraca też uwagę na celowo wybrane przez tę osobę symbole i ozdoby (spinki, broszki, naszyjniki, pierścionki, innego typu biżuterię, makijaż, kształt oprawek, tatuaże, znamiona, kolczyki w różnych miejscach na ciele). Wszystko to jest zauważane, odfiltrowywane i klasyfikowane niemal natychmiast przez różne części mózgu. Ostatecznie, w wyniku tego procesu, otrzymujemy wewnętrzną odpowiedź, czyli reakcję, która sygnalizuje nam, czy zaakceptowaliśmy to, co ujrzeliśmy, czy też (co bardziej prawdopodobne) nie jesteśmy zainteresowani lub nie podoba nam się to, co widzimy.

W całym tym procesie nic nie jest sprawiedliwe, politycznie poprawne czy rozsądne. Jest to po prostu błyskawiczna ocena, niemal we wszystkich wypadkach definitywna. Rzadko poddajemy ją świadomej - czyli ponownej - analizie. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy nowo poznana osoba zostaje przyporządkowana do „poczekalni". Istnieją bowiem ludzie, których widok wywołuje początkową reakcję na „tak". Owszem, ten ktoś Ci się podoba. Owszem, jest atrakcyjny. Owszem, ma dobry gust. Owszem, wygląda na zdrowego. I tak dalej. Jednak większość ludzi zostaje zakwalifikowana do kategorii, która dosłownie brzmi „nie". Odpowiedzią na pytanie*, które ci zadadzą, będzie uprzejme, ale stanowcze, „nie". Będzie się w tym mieścić doza szacunku, jaki wobec nich żywisz. Wszystkiemu, co jest z nimi związane, będziesz po prostu na „nie". Ale jest również niewielka grupa osób, którym powiesz „może", bez względu na to, czy z ich ust padnie jakieś pytanie, czy nie. Ta grupa przechodzi do „poczekalni". To jedyna grupa, która nie otrzymuje nieświadomej etykietki na „tak" lub na „nie". Zyskują oni Twoją uwagę, ale się nad nimi zastanawiasz. Coś w nich nie gra. Co?
W przeciwieństwie do większości ludzi, których natychmiast potrafisz zaklasyfikowaćna „tak" lub na „nie", osoby te mają w sobie pewną sprzeczność, przez co nasz mózg ma problem z przetwarzaniem informacji na ich temat. Na przykład, ktoś, kto nie jest atrakcyjny, ale ma gust i styl, przechodzi również przez inne filtry. Lub odwrotnie - jakaś osoba jest atrakcyjna, ale ma mnóstwo różnych tatuaży i kolczyków w wielu miejscach, że zaczynasz się zastanawiać nad swoją opinią na jej temat. Tego typu osoby mózg klasyfikuje do kategorii „może tak".
Nie zapominajmy, że nie padło jeszcze ani jedno pytanie. Nikt nie zdążył się nawet przywitać. Być może ta osoba jeszcze nawet na Ciebie nie spojrzała, a Ty już powiedziałeś: „tak", „nie" lub „może", choć nie masz najmniejszego pojęcia, kim ta osoba jest i czy w ogóle kiedykolwiek ją poznasz.

Być może minęliście się gdzieś na lotnisku lub w biurze na korytarzu. Nie znasz tej osoby. Być może kiedyś ją poznasz, a może nigdy w życiu nie powiesz jej „cześć". Ale powiedziałeś jej „tak" lub „nie" na długo wcześniej, zanim powiesz „cześć". Dlatego właśnie ta osoba musi zrobić wszystko, co w jej mocy, aby skłonić Cię do powiedzenia „tak", nawet kiedy jeszcze nie wie, że tam jesteś. I Ty musisz zrobić to samo, jeżeli masz usłyszeć „tak", kiedy zaczniesz z kimś rozmawiać.
Większość mężczyzn nie dostrzega najpierw typu sylwetki kobiety, ale jej twarz. Natomiast większość kobiet w pierwszej kolejności nie zwraca uwagi na twarz mężczyzny, lecz na typ jego sylwetki. Mężczyźni i kobiety myślą i porozumiewają się zupełnie inaczej. Kiedy zrozumiesz, co jest ważne dla większości mężczyzn i kobiet, będziesz słyszał „tak" dużo częściej niż „nie".
W chwili, kiedy po raz pierwszy kogoś widzisz, i na długo zanim uświadomisz sobie, że ktoś się z tobą wita, już podjąłeś decyzję na „tak" lub „nie" w stosunku do tej osoby. Co więcej, ona również powiedziała Ci „tak" lub „nie".

Przezwyciężenie tego pierwszego, błyskawicznego wrażenia wymaga ogromnej pracy. Pierwsze wrażenie można zmienić lub odrzucić, choć nie zdarza się to często. Dużo łatwiej jednak robić zdecydowane, pozytywne wrażenie na wszystkich przez cały czas, ponieważ wówczas nie musimy się nawet zastanawiać, czy ktoś nas pozytywnie odebrał. W ciągu kolejnych trzech sekund, na długo zanim ludzie się witają, większość decyzji staje się mniej podatna na zmiany. Masz zatem niewiele czasu, aby przejść z „może/nie" do „może/tak".
Nie ma przy tym znaczenia, czy: sprzedajesz samochody, zajmujesz się handlem nieruchomościami, wchodzisz na konferencję ze swoim nauczycielem, szukasz kolegi lub koleżanki, słuchasz solisty śpiewającego w kościele. Reakcja „może akceptacja" czy też „może dezaprobata" zachodzi w jednej chwili. I jest nieświadoma. Nie masz najmniejszego pojęcia, że dokonałeś tego rodzaju osądu, oprócz tych niewielu przypadków, kiedy zaklasyfikujesz kogoś do „poczekalni". Po prostu podjąłeś decyzję... A raczej zrobił to twój nieświadomy umysł.
Teza, że ktoś w ciągu kilku chwil ocenia Cię jako przyszłego pracownika, partnera w związku czy partnera w interesach jedynie na podstawie pierwszego wrażenia, wydaje się absurdalna. Musimy jednak pamiętać, że każdy dokonuje tej nieświadomej oceny.


 
 
Uwaga neurony lustrzane atakują!!!      
Spostrzeganie piękna: mózg nie jest koszem na śmieci

Co ma piękno do lustrzanych neuronów? Są one łącznikiem pomiędzy tym, co spostrzegamy, a tym, co sami odczuwamy. Obrazy zniszczenia i przemocy są kodowane w postaci wzorców neuronalnych, wchodzących następnie do repertuaru naszych wyobrażeń. Coś, co było wcześniej niewyobrażalne, staje się po tym, jak zostało zobaczone lub doświadczone, częścią puli osobistych obrazów. Co to oznacza dla ludzi zamieszkujących regiony objęte kryzysami czy wojną, którzy nie są w stanie uchronić się przed obrazami okrucieństwa, można jedynie przypuszczać. I jakby nam, społecznościom zachodnim, mało było rzeczywistych okrucieństw, uzupełniamy przedstawianą naszym dzieciom ofertę bogatym wyborem sadystycznych filmów i coraz bardziej perfekcyjnie opracowanych „gier", umożliwiających polowanie na ludzi, ich torturowanie i zabijanie na własnym komputerze. Współczesne badania jasno udowadniają jednoznaczną zależność między ilością konsumowanej oferty tego rodzaju a występującą wśród młodzieży przemocą . Pojawiają się tu pytania o etykę w mediach.

Wszystko, co zostało napisane na temat efektów tego, co niszczące, dotyczy także tego, co piękne. Wszystko, co widzimy, pozostawia w nas ślady. Niektórzy ludzie chyba stracili nieco z oczu efekty, które może w nas wywołać piękno. Ludzkie kanały spostrzegania są zapychane słuchowymi i wzrokowymi "śmieciami", którymi jesteśmy zewsząd zarzucani. Czy rzeczywiście musimy się poddawać działaniu tego wszystkiego? W obliczu nieprawdopodobnych nakładów, jakie ponosimy w związku z naszym żywieniem, niesamowite wydaje się, że najwyraźniej wychodzimy z założenia, że nasz mózg jest pojemnikiem na odpadki. Powinniśmy - a przynajmniej taka właśnie powinna być konsekwencja z perspektywy neurobiologicznej - bardzo bacznie przyglądać się temu, jakim wrażeniom umożliwiamy dostęp do naszych umysłów, a jakim nie, czyli co jest dla nas dobre, a co złe. I w zdecydowanie bardziej aktywny sposób powinniśmy starać się oglądać, doświadczać i robić więcej to, czego osobiście doświadczamy jako piękna. Nie powinniśmy dbać o dietę jedynie w kontekście naszych żołądków, serc czy wątrób, ale także w odniesieniu do naszych mózgów, które potrzebują bardziej wykwintnej i wyszukanej kuchni, a nie pośpiesznego przełykania każdego fast foodu, który pojawi się na horyzoncie.

 
Czy neurony lustrzane wpływają na nasze zachowanie?

Znajdujące się w naszej korze przedruchowej komórki nerwowe, planujące działania, reagują i dostrajają się, kiedy obserwujemy działania drugiego człowieka. Dlatego też nasuwa się pytanie: czy lustrzane neurony wpływają na nasze zachowanie?. Wiemy z eksperymentów, że każda podlegająca woli czynność rozpoczyna się od aktywacji neuronów planujących działania, w których zakodowany jest plan wykonania zamierzonej czynności. Dopiero chwilę potem, około jednej do dwóch dziesiątych sekundy, dochodzi do aktywacji neuronów ruchowych zawiadujących odpowiednimi mięśniami. Ale nie każde uaktywnienie komórki nerwowej, odpowiadającej za planowanie działania, prowadzi do zrealizowania zaplanowanego czynu. Neuron planujący działania może generować impuls nerwowy, nie doprowadzając do wykonania czynności, co oznacza, że poprzestaje on na myśli o działaniu na wyobrażeniu akcji. Jest to minimum tego, co w każdym przypadku wywołuje w obserwatorze oglądanie lub przeżywanie działań innych ludzi. Do tego dochodzi coś jeszcze: jeśli obserwowane działanie jest czymś, z czym obserwator jeszcze nigdy się nie spotkał, na przykład czynem o niespotykanej do tej pory brutalności, to działanie to zostaje włączone jako kolejny - potencjalny - program do działania komórek nerwowych, kierujących naszymi działaniami. Całkowicie wykraczające poza dotychczasowe doświadczenia, nagle wdzierające się w nasze życie, wcześniej nieznane, sekwencje czynności są zapamiętywane szczególnie intensywnie: działanie, które obserwujemy bądź przeżywamy po raz pierwszy, nieważne, czy jest przyjemne czy przerażające, pozostawia w nas wyjątkowo wyraźne wyobrażenia tegoż działania.
Coś, co już raz uzyskało dostęp do naszych potencjalnych programów działania, staje się dostępne, ale nie musi zostać wykorzystane. Lustrzane układy małego dziecka przejawiają silną skłonność do natychmiastowego odtwarzania wszystkiego, co zostało zaobserwowane. U człowieka dorosłego działają hamujące systemy neurobiologiczne, których dojrzewanie rozpoczyna się mniej więcej w trzecim roku życia i, w większości wypadków, kończy się po okresie dojrzewania. Do tego muszą dojść dalsze czynniki leżące w sferze motywacji, które wyłączą wbudowane mechanizmy hamujące i rzeczywiście doprowadzą do pojawienia się działania. Jednak sam fakt, że określona sekwencja zachowań zdołała przedostać się do osobistych programów działań, jest czynnikiem ryzyka, gdyż od tego momentu staje się ona dla danej osoby potencjalnie wyobrażalna. Jeśli, na przykład, przeżyjemy czyn brutalny, znajdujący się dla nas do tej pory w sferze tabu, owo ryzyko zdecydowanie nie powinno być bagatelizowane. Dotyczy to zwłaszcza osób, w których otoczeniu, społecznym czy zawodowym, może pojawić się pokusa sięgnięcia po tak ekstremalny repertuar.

Co ciekawe, przeprowadzane eksperymenty wskazują, że zarówno u małp, jak i u ludzi, neurony lustrzane kory przedruchowej są aktywne tylko wtedy, kiedy obserwowany jest tzw. aktor biologiczny, czyli działająca osoba (w pojedynczych przypadkach „biologiczny aktor" może być członkiem innego, bliskiego gatunku). Ani szczypce, ani sztuczna ręka nie byłyby w stanie swoim działaniem wywołać reakcji układów lustrzanych u obserwatora. Oznacza to, że nie należy spodziewać się powstawania modeli zachowań u dzieci i młodzieży, obserwujących w programach informacyjnych katastrofy naturalne i spowodowane awariami technicznymi. Natomiast, co wykazano w badaniach, działania ludzkie przedstawiane w takich mediach, jak kino czy telewizja, docierają do systemu lustrzanych neuronów i doprowadzają je do dostrajania się. Rezonans wywoływany jest także przez filmy i współczesne gry komputerowe, których wirtualne światy praktycznie nie różnią się od rzeczywistości.
I choć, zaktywizowane poprzez obserwację danego działania, neurony lustrzane w żadnym razie nie muszą tegoż działania wywołać, to jednak pojawia się pytanie, czy oglądanie działania zwiększa prawdopodobieństwo jego wykonania przez obserwatora. Badania sugerują, że jest to możliwe. W eksperymentach, prowadzonych za pomocą różnorodnych metod, udało się bowiem wykazać w sposób niebudzący wątpliwości, że w sytuacji, w której osoba badana obserwuje kogoś wykonującego ręką określone działanie, które ona sama ma jednocześnie wykonać, obniża się neurobiologiczny próg dla podjęcia tego działania. Takim działaniom imitacyjnym towarzyszy bardzo silna aktywacja przedruchowych sieci neuronów lustrzanych. Co ciekawe, okazało się także, że kiedy te sieci na jakiś czas się zdezaktywuje, to osoba badana nie jest w stanie odtworzyć ruchów ręki, które obserwuje. Jednocześnie zachowuje ona zdolność poruszania ręką.

Wniosek wyłaniający się z wyników przedstawionych badań jest taki, że obserwowanie działań innych osób nie tylko powoduje u obserwatora aktywizację wewnętrznego współreagowania czy programu symulacyjnego. Owo dostrajanie się lustrzanych neuronów toruje ponadto u niego gotowość do przejawiania danych zachowań. A to ma daleko idące konsekwencje, zwłaszcza w odniesieniu do dzieci i młodzieży. Z jednej strony budowanie własnych schematów działania na podstawie obserwacji i naśladowania odgrywa kluczową, pozytywną rolę w rozwoju dziecka. Z drugiej strony jednak nie można wykluczyć, że wysoce problematyczne treści, prezentowane przez coraz bardziej bezwzględny i żądny zysków przemysł medialny, są włączane do osobistego repertuaru zachowań. 


 
Neurony lustrzane w kontekście stresu i strachu

Badania pokazują, że strach, napięcie i stres w ogromnym stopniu redukują ilość sygnałów generowanych przez neurony lustrzane. Kiedy pojawiają się napięcie i strach, zamierają procesy zależne od układu lustrzanych neuronów: zdolność wczucia się, zrozumienia innych i spostrzegania subtelnych sygnałów. Już w tym miejscu należy zaznaczyć, że wszędzie tam, gdzie obecne są strach i napięcie, zmniejsza się kolejna, zależna od systemu lustrzanego, zdolność uczenia się . Stres i strach są więc kontraproduktywne wszędzie tam, gdzie ważne są  procesy uczenia się. Dotyczy to nie tylko miejsca pracy czy szkoły. Także w trudnych relacjach interpersonalnych, w konfliktach i kryzysach, znalezienie wyjścia możliwe jest jedynie wtedy, gdy zaangażowane osoby są w stanie włączyć do swoich doświadczeń nowe aspekty, czyli czegoś się nauczyć.
Fakt, że neurony lustrzane w sytuacji strachu i stresu działają małoefektywnie, ma jeszcze inne konsekwencje - intuicja jest w takich okolicznościach złym doradcą. Zahamowanie układu lustrzanego poprzez stres jest wyjaśnieniem, dlaczego intuicyjne reakcje w warunkach silnego obciążenia psychicznego i paniki są nieracjonalne oraz nierzadko prowadzą wręcz do pogorszenia łej sytuacji. Tu również można dostrzec, że nasza intuicja nie powinna powstrzymywać nas od skutecznego wykorzystywania naszego rozumu.

Intuicyjne przeczucia i prognozy

Mimika, spojrzenia, gesty i sposoby zachowania, spostrzegane u innych, pełnią rolę tak samo ważną, jak odzwierciedlanie emocjonalne: prowadzą bowiem do wewnętrznego przeświadczenia na temat tego, czego możemy się spodziewać w dalszym przebiegu zdarzeń. Bez intuicyjnej pewności na temat tego, co zaraz przyniesie dana sytuacja, współżycie ludzi byłoby praktycznie nie do pomyślenia. Na co dzień potrzebujemy, by obserwowane zachowanie dostarczało nam bezpośrednio dostępnej, intuicyjnej wiedzy na temat rozwoju zdarzeń. Intuicyjne wyczuwanie, czego możemy się spodziewać, ma zwłaszcza w sytuacjach niebezpiecznych, znaczenie dla przeżycia.

W sytuacjach przyjemnych także dobrze jest mieć intuicję na temat prognoz rozwoju. Przykładem może być standardowa sytuacja, którą znamy choćby z romantycznych filmów: blisko siebie, twarzą w twarz, stoją przez nikogo nieniepokojeni zakochani. Jego spojrzenie, zupełnie spontanicznie, pada na jej usta (lub jej spojrzenie na jego usta). I nie musi paść żadne słowo, by dla obu stron było oczywiste, że to spojrzenie jest zapowiedzią tego, co się teraz stanie. Intuicyjne rozpoznanie znaczenia spojrzenia, tego, co przekazuje na temat pragnień i zamiarów innego człowieka, odgrywa kluczową rolę w każdej sytuacji interpersonalnej. W scenie pocałunku jest to dla osoby, która zaraz zostanie pocałowana, powód do radości lub ostatnia szansa, by w decydującym momencie uniknąć zapowiedzianego przez spojrzenie manewru.

Gdybyśmy nie posiadali umiejętności zdobywania intuicyjnej pewności na temat zamiarów i rozwoju sytuacji na podstawie obserwacji ludzi, bez konieczności zastanawiania się, musielibyśmy się w kwestiach międzyludzkich zadowolić zmysłem o ostrości porównywalnej ze wzrokiem kreta. Bez intuicyjnego przeczucia odnośnie ruchów innych ludzi nie bylibyśmy w stanie bezkolizyjnie pokonać zatłoczonego deptaka. Jako narciarze, nie moglibyśmy korzystać z uczęszczanych stoków bez ryzyka znalezienia się w szpitalu. Mózg doprowadził ten system wczesnego rozpoznawania do perfekcji: w celu wyciągania intuicyjnych, prawidłowych wniosków na temat ruchu innych ludzi, na podstawie ich zachowania, potrzebujemy zadziwiająco niewielu wskazówek. Badania pokazują, że w całkowitej ciemności potrafimy określić płeć poruszającej się osoby, jedynie na podstawie światełek umieszczonych na jej ramionach, łokciach, nadgarstkach, biodrach, kolanach i kostkach. Co więcej: na podstawie tak marnego oświetlenia większość ludzi potrafi natychmiast rozpoznać swojego partnera/partnerkę czy inną bliską osobę. Ale przede wszystkim jesteśmy w dużej mierze w stanie na podstawie tak niewielu sygnałów powiedzieć, co poruszająca się osoba właśnie robi lub zrobić zamierza. Bez neuronów lustrzanych nie byłoby to możliwe.

 
Nastroje, uczucia, postawy ciała: uwaga, niebezpieczeństwo zarażenia!

Nie tylko wyraz twarzy, ale także związane z nim uczucia, mogą się przenosić z jednego człowieka na drugiego. Zjawiska przenoszenia uczuć są nam tak dobrze znane, że traktujemy je jako coś oczywistego. W zdumienie wprawia nas dopiero sytuacja, w której, z powodu ich braku, nagle zaczynamy sobie z nich zdawać sprawę, na przykład u osoby nieokazującej współczucia. Ludzie reagują tak, jakby sami odczuwali ból, kiedy są świadkami przeżywania bólu przez inną osobę. Mimowolnie wykrzywiają twarz, gdy ich bliski opowiada o bolesnym zabiegu medycz­nym, na przykład usunięcia paznokcia. Odwzorowywania tego typu mają też zabawne konsekwencje, jak np. w hali bokserskiej, gdzie publiczność nagle podskakuje i własnymi pięściami wykonuje ciosy, które widzi lub chciałaby widzieć u swojego idola.
Wszędzie tam, gdzie ludzie przebywają razem, z dużą regularnością dostrajają się emocjonalnie do nastrojów i sytuacji, w których znajdują się inni. Okazują to poprzez różne formy mowy ciała, przeważnie poprzez imitowanie czy naśladowanie zachowań przynależących do określonych emocji. Co ciekawe, jeden człowiek może wywołać u innych spontaniczne i mimowolne reakcje emocjonalne o tym samym zabarwieniu. W dalszej części zajmiemy się powodami tego wzajemnego dostrajania, nazywanego też emocjonalnym zarażaniem. Także tu lustrzane neurony mają swój udział.

Dostrajanie i odzwierciedlanie może występować także podczas wykonywanych codziennie ruchów. Ludzie wykazują nieświadomą skłonność do spontanicznego imitowania pozycji ciała czy ruchów osoby, z którą rozmawiają. Co ciekawe, często siedzący naprzeciw siebie rozmówcy, zwłaszcza, gdy są sobie bliscy, mimowolnie przybierają tę samą postawę ciała, którą przed chwilą przyjął ich interlokutor. Najlepiej widać to w sytuacji, gdy jedna z osób zakłada nogę na nogę lub zmienia położenie nóg w reakcji na taką samą zmianę, która zaszła chwilę wcześniej u jej rozmówcy. Jeśli jedna z osób pochyliła się do przodu w kierunku drugiej, i w geście zamyślenia przyłożyła dłoń do głowy, by się na niej wesprzeć, chwilę później druga uczyni to samo. Gdy nagle jeden z rozmówców skieruje swój wzrok na punkt na suficie, wzrok drugiej osoby z reguły mimowolnie także tam podąży.

W życiu codziennym już prawie nie dostrzegamy, że spojrzenia innych osób, które koncentrują na sobie znaczącą część naszej uwagi, wywołują w nas niezwykłe reakcje, pojawiające się całkowicie bez namysłu. Efektem takiego współbrzmienia jest wytworzenie między osobami, będącymi ze sobą w kontakcie, ciągłej, w dużym stopniu równomiernej, uwagi - zjawiska, które w fachowym żargonie neurobiologicznym znane jest jako wspólna uwaga. Także w tym zjawisku swój udział mają lustrzane neurony.
Automatycznie przebiegające reakcje odzwierciedlania i imitowania mogą czasem być niewygodne, na przykład wtedy, gdy musimy ziewać tylko dlatego, że widzimy, jak ktoś obok nas ziewa w sposób całkowicie pozbawiony zahamowań. Naukowcy wcale nie uważają się za zbyt poważnych, by zająć się badaniem także takich, pozornie błahych, zjawisk. James Anderson ustalił, że zaraźliwe ziewanie występuje nawet u szympansów. Ale z drugiej strony my sami, często nie zdając sobie z tego sprawy, czerpiemy korzyści ze zjawisk odzwierciedlania. Już na wstępie wspomniałem, że osoby karmiące małe dziecko i utrzymujące z nim kontakt wzrokowy same otwierają usta w chwili, kiedy zbliżają łyżeczkę do ust dziecka. Robią to, kierując się intuicyjną wiedzą, że zwiększają w ten sposób prawdopodobieństwo otwarcia ust przez dziecko.

 
Mity i nie tylko na temat hipnozy

Początki i rozkwit współczesnej hipnozy przypadają na wczesne lata 60. w Stanach Zjednoczonych. Jej prekursorem był Milton H. Erikson. Na początku rząd, a dokładniej - departament zdrowia, związany z medycyną i psychiatrią, wprowadził regulacje na temat stosowania hipnozy. Rząd postanowił przeforsować prawo, które głosiło, że nikt, poza dentystami i psychiatrami, nie jest uprawniony do stosowania hipnozy czy transu, czyli zmienionego stanu świadomości. Uważano bowiem, że, po pierwsze, hipnoza nie istnieje, i, po drugie, jest ona zła.
Wracając do tematu, można wspomnieć o nauczycielach, którzy, prowadząc zajęcia w szkole, wywołują w uczniach pewne im potrzebne stany, po to, żeby np. skupili się na tym, co mówią. Podobnie jest z rodzicami, którzy czytają swoim dzieciom bajki na dobranoc, wprowadzając dziecko w pewien stan umysłu. Jak już pewnie zauważyłeś, hipnoza jest niczym innym jak zmienionym stanem świadomości, którego doświadczamy wiele razy w ciągu jednego dnia. Co więcej, stany zmienionej świadomości sami wywołujemy w innych osobach. Sekretem jest jak najlepsze spożytkowanie tych stanów w celu osiągnięcia pożądanych rezultatów.
Prawdę mówiąc, hipnozę i autohipnozę poznałem i stosuję z powodzeniem od wielu lat. Na co dzień spotykam się bardzo często z powszechnie powtarzanymi stereotypami i mitami na temat powyższych. Pisząc na temat hipnozy, zacznę obalać powszechne mity na jej temat, bo w dużej mierze biorą się one z niewiedzy. Jak wiesz, ludzie boją się tego, czego nie znają.
Pierwszym mitem, z jakim się spotykam na temat hipnozy i autohipnozy jest to, że w trakcie hipnozy, czyli zmienionego stanu świadomości, tracimy kontrolę. Prawda jest jednak taka, że tę kontrolę w pełni posiadamy.
Drugim mitem, z którym się spotykam, jest to, że hipnotyzer przejmuję kontrolę nad umysłem hipnotyzowanego. W pewnym sensie tak jest, ale tylko w zakresie zasad, norm społecznych i wartości wyznawanych przez hipnotyzowanego. Podsumowując, hipnotyzowanemu nie można sugerować ani nie można nakłonić do wykonania rzeczy sprzecznych z jego systemem wartości i przekonań.